„Mój jest ten kawałek podłogi…”

Gdyby Rafael Nadal znał hit zespołu Mr. Zoob, na pewno wypisałby jego tekst na jakiejś wielkiej płachcie i wywieszał na ścianie podczas każdej konferencji prasowej organizowanej podczas tegorocznego wielkoszlemowego turnieju Roland Garros. Hiszpan, który przyzwyczaił wszystkich do totalnej dominacji na europejskiej mączce, nie wygrywa w tym roku turnieju za turniejem, a dziennikarze złaknieni jakiegoś tenisowego novum, jak kania dżdżu, nie zamierzają chyba przestać mu o tym przypominać. Pytania o porażki z Davidem Ferrerem, Nicolasem Almagro czy Novakiem Djokoviciem śnią się już zapewne Nadalowi po nocach. Ośmiokrotny tryumfator francuskiej lewy Wielkiego Szlema niestety sam ukręcił na siebie bicz. Do tej pory uznawany za murowanego faworyta imprezy, w tym roku musi zmierzyć się z nieco odmiennym podejściem co do jego szans na ostateczny sukces…

Chętnych do zrzucenia Hiszpana z tronu wielu. Czy wystarczy im zdrowia, sił i słabsza forma Nadala, czas pokaże. Na pewno poczuli, że w tym roku można mu się dobrać wreszcie do skóry. Mocno zmotywowany będzie zarówno Djoković, któremu brakuje zwycięstwa w paryskim turnieju, jak i Ferrer, dla którego może to być jedna z ostatnich szans na zdobycie pierwszego w swojej karierze tytułu wielkoszlemowego, czy Roger Federer, który tylko raz unosił w górę Coupe des Mousquetaires. Wielką zagadkę stanowi dla mnie Andy Murray. Wracający po dłuższej przerwie spowodowanej kontuzją pleców Szkot, nigdy nie grał wyśmienicie na mączce, ale zawsze trzeba się z nim liczyć – kiedy ma swój dzień, potrafi wygrać z każdym. Przegrać niestety też… Innych kandydatów gotowych do tego, aby zniweczyć plany Nadala na zdobycie dziewiątego tytułu French Open nie widzę. Oprócz samego Nadala oczywiście.

Styczniowy ulubieniec forów tenisowych, Stan (bo już oficjalnie nie Stanislas) Wawrinka, odpadł już w pierwszej rundzie, smucąc wielce tych, którzy obwieścili już nastanie „nowych tenisowych czasów”. Pogromca Nadala z Barcelony, Nicolas Almagro, poddał wczoraj mecz z Jackiem Sockiem. „Największy młody talent”, Grigor Dimitrow, uległ kończącemu powoli karierę Ivo Karloviciowi, a obwołany „czarnym koniem” turnieju Kei Nishikori nie podołał Martinowi Kližanowi. Dodatkowo, „kwiecisty” Tomáš Berdych męczy się z Ołeksandrem Nedowiesowem, a Milos Raonić nie może się odnaleźć w meczu z Jiřím Veselým. Jak widać, raczej „starum” niż „novum”…

U kobiet sytuacja wydawała się być jeszcze mniej skomplikowana niż u mężczyzn. Pod nieobecność kontuzjowanej Azarenki, po odpadnięciu Li Na, trudno było dostrzec w drabince zawodniczkę, która mogłaby się skutecznie przeciwstawić Serenie Williams. Petra Kvitová jest tak nierówna, że z turniejem może pożegnać się już jutro, Sabine Lisicki na mączce gra kiepsko, Szarapowa już nie pamięta, jak się wygrywa z Amerykanką, a Radwańska jest zbyt słaba fizycznie, aby stawić jej opór. Jak się okazało, wystarczyła świetnie dziś dysponowana Garbine Muguruza, która niemal zdmuchnęła liderkę światowego rankingu z kortu Suzanne Lenglen. I teraz nic już nie jest takie jasne, jakie było jeszcze dwie godziny temu…

Czyj zatem będzie w tym roku kawałek francuskiej tenisowej podłogi? Wyjaśni się za półtora tygodnia. A nam, kibicom, pozostaje trzymać kciuki, aby było ciekawie i emocjonująco.

Reklamy

Od a do zet, od zet do a – alfabet Australian Open 2014

Pierwszy turniej wielkoszlemowy bieżącego roku przeszedł do historii. Po dwóch tygodniach zmasowanego ataku tenisa na oczy moje, nieprzespanych nocy, wyrzucania z siebie lawiny przekleństw o trzeciej w nocy, wysyłania Męża o szóstej rano po kawę, „bo się, do cholery, ośmieliła skończyć” i spowolnionych czynności ruchowo-umysłowych w pracy, nadszedł czas detoksu. Nie jest to łatwy czas… Niby tyle narzekania na tę różnicę czasową i brak ciekawych spotkań, ale jak jest już po wszystkim, to zaczynam do tego wszystkiego tęsknić. Długo tęsknić nie będę, bo choć następna lewa Wielkiego Szlema dopiero pod koniec maja, to już za kilka dni Puchar Davisa, a później halowe turnieje w Europie i walka na ziemnych kortach Ameryki Południowej. Nie żałujcie mnie więc…

Długo się zastanawiałam, jak podsumować wydarzenia dni minionych. Na czym się skupić? Na Wawrince? Na Li? Na miłych zaskoczeniach (m.in. Kubot, Dimitrov, Bautista Agut, Bouchard, Cibulkova i Wawrinka) czy gorzkich rozczarowaniach (m.in. Del Potro, Del Potro, Del Potro…)? W końcu postanowiłam ująć moje przemyślenia na temat Australian Open w ramy alfabetu, zapraszam.

A jak Ana Ivanović – pokonując w czwartej rundzie Serenę Williams zaprzeczyła plotkom, jakoby na korcie potrafiła tylko ładnie wyglądać.

B jak Beckett Samuel – autor słów wytatuowanych na przedramieniu zwycięzcy tegorocznego turnieju, przytaczany po stokroć podczas spotkań Wawrinki cytat z „Worstward Ho” sprawił, że „Czekając na Godota” usunęłam na czas jakiś z pola mojego widzenia.

C jak Cibulkova Dominika (a.k.a. „Pocket Rocket”) – równa mi wzrostem finalistka turnieju udowodniła, że „małe” też może być „wielkie”. Sprawiła, że tak jak kiedyś Nadal wyrzucił z jadłospisu rosół, tak teraz pozbyła się z niego cebuli Agnieszka Radwańska.

D jak Del Potro Juan Martin – „młot na czarownice” z „wielkiej czwórki”, nadzieja wielu na odprawienie Nadala w ćwierćfinale… Nie dotarł do trzeciej rundy…

E jak Eugenie Bouchard – nastoletnie objawienie turnieju Pań, pięknie gra, pięknie wygląda, marzy o randce z Bieberem. Kto wie, jeżeli nie zamkną go w celi na dłużej, ma szansę…

F jak Ferrer David – w ćwierćfinale z Berdychem odepchnął w bardzo nieelegancki sposób sędziego liniowego, gdyż ten wadził mu na drodze do krzesełka, na którym chciał złożyć swój cenny ręcznik. Ma być kara, oby słona.

G jak Gorąco – 43 stopnie w cieniu, robienie jajecznicy na korcie, omdlenia, udary, problemy żołądkowe a organizatorzy mówią, że to przecież nic, że nasi przodkowie w takich warunkach przez osiem godzin gonili antylopy…

H jak Historia, do Której Można Przejść – Rafael Nadal mógł zostać pierwszym zawodnikiem Ery Open, mającym na swoim koncie co najmniej dwa tryumfy w każdym z wielkoszlemowych turniejów. Próba zostanie ponowiona za rok.

I jak I Znowu Się Nie Wyśpię – tłumaczenie zbędne…

J jak Jak Mało Brakowało – dokładnie 5 cm. O tyle Lucie Safarova wyrzuciła poza kort piłkę meczową w spotkaniu trzeciej rundy z Na Li. Lucie wróciła do Czech, Li wygrała turniej i jak zapowiedziała nie przyzna premii Czeszce, ale na pewno ładnie się do niej uśmiechnie.

K jak Kontuzja – największy wróg sportowca. W tym roku na plan pierwszy wysuwa się uraz pleców (Nadal, Williams), dalej są dłonie, nadgarstki, barki, łydki i biodra oraz najgorsza z możliwych – chroniczna kontuzja psychiki. Dużo zdrowia dla wszystkich!

L jak Li Na – tryumfatorka turnieju Pań w pakiecie ze swym pucułowatym małżonkiem – genialne poczucie humoru i obiekt żartów w jednym. I ten backhand!

Ł jak Łukasz Kubot – polski bohater turnieju, po cichutku, w cieniu innych, zdobył swój pierwszy wielkoszlemowy tytuł! Chyba zatańczę kankana!

M jak Muszę Się Napić Kawy –  i tak przez 19 godzin na dobę, w porywach nawet do 21…

N jak Nowa Rakieta, Nowy Trener, Nowa Gra – czyli Roger Federer A.D. 2014. Zachwytów masa, peanów mnóstwo… Szkoda, że tak ciężko o nową głowę na spotkania z Rafaelem Nadalem.

O jak Obrońcy Tytułu – Wiktoria Azarenka i Novak Djoković zostali brutalnie pozbawieni możliwości kontynuowania swojej hegemonii w Melbourne. Wiktoria zapomniała, jak się trzyma rakietę w dłoni w ćwierćfinale z Radwańską, a Novak doświadczył na własnej skórze przepoczwarzenia Stasia w Stanisława.

P jak Pete’a Samprasa Nie Dogania Się W Australii – zdobycie swojego 14. tytułu wielkoszlemowego w Australii okazuje się być zadaniem niewykonalnym. W 2009 roku poległ na tym polu Federer, w obecnym Nadal.

R jak Radwańska Agnieszka – pierwszy półfinał w Australii – brawo! Mecz z Azarenką – brawo! Sam półfinał i męczarnie w pierwszych rundach przemilczę…

S jak Stygmaty – Rafaela Nadala krwawe odciski na lewej dłoni. Dziura głębokości Rowu Mariańskiego przykuwająca uwagę kibiców i dziennikarzy. Kiedy wydawało się, że wszystko jest na dobrej drodze do cudownego ozdrowienia, strzyknęło w krzyżu…

T jak Twitter Tomasa Berdycha – jako tenisista może nie porywa tłumów, ale konto na twitterze ma najlepsze.

U jak Ubranko Tomasa Berdycha – muszę wstawić zdjęcie, bo ciężko to opisać…

tomas berdych

W jak Wreszcie Nowe Twarze – Bouchard, Muguruza Blanco, Kyrgios, Kokkinakis, Thompson – młodzi, zdolni, którzy pokazali się z dobrej strony. I Dimitrov, który w końcu dotrwał do drugiego tygodnia turnieju.

Y jak Yeti – wybaczcie, nic innego nie przychodzi mi do głowy…

Z jak Zbawca Tłumów – Stanislas Wawrinka, od niedzieli bożyszcze internetowych forów tenisowych, zbawca tenisa, rozbił struktury „betonu”, Stan The Man, przed turniejem jeden z wielu, po nim ten jedyny i najwspanialszy, który zniszczył w finale „całe zło tenisa”.  Brawo za tytuł, czekam na dalszy bieg wydarzeń.

Na koniec jeszcze dodatkowe N dla mnie, jako porada na przyszłość – nigdy nie przyznawaj tytułu przed meczem 🙂