Tenisiści w cieniu „Czerwonego Wiewióra”

Pierwszy tydzień wielkoszlemowego turnieju US Open dobiega końca, a ja na palcach jednej ręki mogłabym policzyć mecze, które niosły ze sobą jakieś emocje. Zarówno u pań, jak i u panów, wieje nudą. Największą atrakcją turnieju jest, jak do tej pory, niesforna wiewiórka, która co rusz wpada na jakieś spotkanie i wprowadza nieco życia na senne korty Flushing Meadows.

Patrząc jednym okiem na „fascynujące” spotkanie Andy’ego Murray”a z Florianem Mayerem, zastanawiam się, ile jeszcze przyjdzie mi czekać na mecz, który wciśnie mnie w fotel. Dwa ciekawe, acz nie porywające, mecze Juana Martina del Potro (wygrany – z Guillermo Garcią-Lopezem i przegrany – z Lleytonem Hewittem), dwa mecze Johna Isnera (wygrany – z Gaelem Monfilsem i przegrany – z Philippem Kohlschreiberem) oraz mecz Venus Williams z Jie Zheng to trochę mało, jak na siedem dni tak prestiżowego turnieju… „Młode strzelby”, które miały toczyć wyrównane boje z faworytami, po raz kolejny pokazały, jak daleko im jeszcze do czołówki. Żenujące porażki Janowicza, Dimitrowa, Tomica, Paire’a czy Nishikoriego z zawodnikami z zaplecza ATP, powinny dać im sporo do myślenia. Jak na razie, swoje szanse wykorzystuje tylko Milos Raonić, który wczoraj awansował już do czwartej rundy.

Faworyci nie zawodzą (może oprócz Del Potro, na którego po cichu liczyłam), choć trudno jednoznacznie określić, w jakiej są formie. Przeciwnicy nie stawiają im jak na razie zbyt wielkiego oporu, więc i oni pełni swych możliwości pokazywać nie muszą. W następnej rundzie powinno być już znacznie ciekawiej.

W turnieju pań doszło co prawda do kilku niespodzianek, ale czy ktoś pokładał jakieś wielkie nadzieje w słabo dysponowanej ostatnio Petrze Kvitovej czy, z reguły grającej dobrze tylko na kortach ziemnych, Sarze Errani? Nie sądzę. Za chwilę mecz Sereny Williams ze Sloane Stephens. Czy Sloane stać na to, aby po raz kolejny pokonać utytułowaną rodaczkę w wielkoszlemowym turnieju? Sądzę, że tak, ale biorąc pod uwagę to, że Williams pała żądzą rewanżu za porażkę w ćwierćfinale Australian Open, będzie to niezwykle trudne zadanie…

Mam nadzieję, że przyszły tydzień w końcu obrodzi w fascynujące spotkania, które wynagrodzą mi dotychczasowe nudy. Na tryb nocny już się przestawiłam, więc do dzieła Panowie i Panie!

Reklamy