Mistrz w cieniu ślubu

Ze zdziwieniem i złością obserwowałam to, co działo się w weekend na polskich portalach informacyjnych w działach sportowych. Od sobotniego poranka wszystkie niby najważniejsze doniesienia sprowadzały się do jednego: „Ślub Lewego” (tudzież Lewandowskiego). Gdzie będzie „ślub Lewego”? Kogo zaprosił „Lewy”? Kogo „Lewy” nie zaprosił? Ilu będzie ochroniarzy na „ślubie Lewego”? Co będą jedli goście „Lewego”? „Ślub Lewego”, „ślub Lewego”, „ślub Lewego”…  Można by pomyśleć, że wreszcie coś innego niż tylko: „Gdzie w przyszłym sezonie zagra Lewy?”, ale czy to rzeczywiście powinna być najważniejsza wiadomość sportowa dnia?

W piątkowy wieczór Krzysztof „Diablo” Włodarczyk, po ciężkim pojedynku, pokonał Rachima Czachkijewa i obronił tytuł mistrza świata bokserskiej federacji WBC. Jest jedynym obecnie polskim pięściarzem, który poszczycić się może mianem czempiona globu. Wiadomość o tym sukcesie przyćmił jednak „Lewy” i jego „ślub”. Musiałam się przedzierać do archiwalnych informacji, aby dowiedzieć się czegoś więcej o walce. Czyżbyśmy mieli w polskim sporcie aż tyle nadzwyczajnych wyników, że wiadomość o obronie mistrzowskiego tytułu, w jakiejkolwiek dyscyplinie, na nikim nie robi wrażenia? Oczekiwania mamy niebywałe, ale jak już ktoś osiągnie sukces, to ważniejszym okazuje się „ślub Lewego”…

Robertowi oczywiście gratuluję i życzę szczęścia.

Reklamy