Proszę Pani, Borussia mnie bije!

Bożyszcze wielu piłkarskich kibiców, Sergiusza Ryczela i czytelników Pudelka, Robert Lewandowski, ma ostatnio same problemy. Jest mu w życiu źle, wszyscy go oszukują i nie dotrzymują danych mu wcześniej obietnic. Robert nie lubi swojej pracy, ludzi z którymi musi się codziennie spotykać, szef go nie chce zwolnić, a co gorsza, nie chce go nawet puścić na wycieczkę do Monachium.  A Robert tak chce jechać…  Jednego znajomego szef przecież puścił! Skandalem jest też to, że szef Robertowi nie podniesie pensji… A przecież obiecał… A w Monachium go chcą, a on chce jechać, a szef ciągle mówi- „Nein!”. Biedny ten nasz Lewandowski…

Pusty śmiech mnie ogarnia, kiedy czytam te narzekania gwiazdy naszej reprezentacji. Brzmią tak, jakby Robert miał pięć lat i chodził do przedszkola, a kolega nie poczęstował go żelkami. Nie czas na mazgajenie Panie Robercie. Przyjmij Pan wreszcie sytuację na klatę! W kontrakcie było, że o możliwości transferu decyduje klub i klub zdecydował, że transferu nie będzie. Ciągłe jęki i żale na temat niesłowności włodarzy Borussi Dortmund nie przystoją człowiekowi, który chce być uważany za jednego z najlepszych piłkarzy świata. Zastanawia mnie też to, co aż tak niesamowitego osiągnął do tej pory Robert, że ma o sobie tak wielkie mniemanie. Czyżby cztery bramki strzelone Realowi, aż tak mieszały w głowie? Jest dobrym piłkarzem, ale do „wielkiego” jeszcze mu bardzo daleko. Poza tym, ostatnio o jego piłkarskich umiejętnościach cisza. Słychać tylko o siedmiu plagach egipskich na niego spuszczonych…  Mam dla Roberta propozycję- poodychać głęboko, przeczytać wywiad z mistrzem igrzysk paraolimpijskich Tomaszem Rębiszem (całość tutaj), szczególnie wziąć sobie do serca te słowa: „Jeżeli słyszę z ust naszych pełnosprawnych sportowców, że komuś nie wyszło, bo to, bo tamto, to we mnie wszystko się gotuje. Ja musiałem zap…ć w pracy i jednocześnie trenować, żeby osiągnąć wynik. Gdybym dostawał takie pieniądze, jakie otrzymuje sportowiec wyczynowy, nie pracując i tylko zajmując się sportem, to rzucałbym dyskiem po 70 metrów z lekkim pierdnięciem” i… na trening, do roboty!

Reklamy