Gdzie byłam? Dokąd zmierzam? Czyli powrót na bloga łono…

Okrutnie zaniedbałam to moje skromne sportowe internetowe domostwo… Ogród zarósł pokrzywami, dach przecieka, ściany pokryły się mchem, oknami wdzierają się chaszcze, meble utonęły w  kurzu, w kątach dumnie prężą się pajęczyny… Gospodyni zniknęła na niemal rok…

Dlaczego tak się stało? Nie wiem, po prostu nie wiem. Może straciłam zapał do pisania felietonów (na „fejsbuku” byłam przez czas cały…), może brakowało mi weny twórczej, aby przelać na papier (ekran, dysk – jak zwał, tak zwał) to wszystko, o czym myślałam podczas śledzenia kolejnych bardziej i mniej ważnych wydarzeń sportowych, może to zwykłe lenistwo, a może fakt, że mocno skupiłam się na budowaniu mojego drugiego internetowego domostwa, bardziej babskiego, kulinarnego (klik)… Chyba wszystkiego po trochu…

Przez ten cały niemy i głuchy internetowy czas nic w sprawie mojej miłości do sportu się nie zmieniło. Śledziłam ogrom wydarzeń, jeździłam, kibicowałam, darłam się wniebogłosy… Straciłam głos, kiedy nasi siatkarze zdobywali Mistrzostwo Świata, straciłam głos, kiedy nasi piłkarze ręczni zdobywali brązowy medal Mistrzostw Świata (katar mam do dziś…), straciłam głos, kiedy Michał Kwiatkowski zostawał Mistrzem Świata… Dumna byłam (w końcu), kiedy nasi piłkarze wygrywali z Niemcami…”Pchałam” Majkę w ubiegłorocznym Tour de Pologne, dzięki uprzejmości Anity Włodarczyk i Marcina Gortata (Wojsko Polskie dziękuje za bilety!), mogliśmy z Mężem obserwować niemal z pierwszego rzędu, jak Usain Bolt ujarzmia bieżnię na Stadionie Narodowym podczas V Memoriału Kamili Skolimowskiej, marzłam pod skocznią w Wiśle (stwierdziłam przy okazji, bardzo mi przykro, że nie nadaje się ona na konkursy Pucharu Świata…), porażkę Juventusu w finale Ligi Mistrzów okupiłam lekką depresją, a informacje o kolejnych kontuzjach Contadora, Nadala czy Ahonena doprowadzały mnie do łez… Zarywałam noce, potrafiłam być w trzech miejscach jednocześnie, zaginałam czasoprzestrzeń, aby zobaczyć to, co chciałam zobaczyć, będąc jednocześnie w pracy, wypiłam ocean kawy, migotanie przedsionków było chlebem powszednim…

I oto jestem, i pisać na powrót będę. I bardzo mnie to cieszy, przyznać muszę. Na blogu zajdzie też kilka zmian. Pojawi się cykl o sportowych książkach, a także cykl historyczny, w którym będę się starała przybliżyć Wam, i sobie przy okazji, wydarzenia i wielkie postaci sportu z lat minionych. Nie wiem jeszcze, z jaką częstotliowścią będą się pojawiać owe wpisy, ale postaram się to wszystko do końca tygodnia zaplanować.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Dziękuję wszystkim, którzy odwiedzają „Sportowe fascynacje”, mam nadzieję, że zostaniecie tutaj na dłużej.

Pozdrawiam,

Kasia

Reklamy

16 uwag do wpisu “Gdzie byłam? Dokąd zmierzam? Czyli powrót na bloga łono…

  1. W końcu jakieś nowości tutaj. Pisz dalej, bo bardzo przyjemnie czyta się Twoje teksty i zawsze można dowiedzieć się czegoś nowego. 🙂

  2. Tak, z motywacją do pisania różnie bywa, ale najważniejsze, ze wróciłaś 🙂 Niech w takim razie od teraz wena i chęci do prowadzenia bloga Ciebie nie opuszczają! 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s